Rynek USA w marcu 2025: Od wojen celnych do perspektyw obniżek stóp

Marzec 2025 roku zapisze się w księgach historii rynków jako miesiąc, który zdecydowanie przerwał monotonię ostatnich kwartałów. Jak w symfonii, w której nagle zmienia się tonacja, tak i na rynkach amerykańskich nastąpiło przejście z harmonii do dysharmonii. Polityka handlowa administracji Trumpa, utrzymanie stóp procentowych przez Fed oraz narastające napięcia geopolityczne stworzyły mieszankę wybuchową, która wstrząsnęła fundamentami rynku. Na pierwszy rzut oka nawet doświadczony inwestor mógłby się pogubić w tym skomplikowanym tańcu rynkowych wydarzeń. Dlatego w tym poście rozłożymy te wydarzenia na czynniki pierwsze.

Polityka celna Trumpa: Początek nowej ery protekcjonizmu

Administracja Trumpa weszła w marzec z impetem, wprowadzając zmiany, które mogą fundamentalnie przedefiniować globalny handel na lata. Decyzje te nie są jedynie kosmetycznymi poprawkami – to strukturalna przebudowa zasad gry.

Stal i aluminium – pierwszy front wojny handlowej

12 marca weszły w życie ogłoszone wcześniej 25-procentowe cła na import stali i aluminium. To posunięcie najmocniej uderzyło w Kanadę, która jest największym eksporterem tych surowców do USA, ale odczuły je także Brazylia i Unia Europejska. Prezydent Trump uzasadnił tę decyzję kwestią bezpieczeństwa narodowego, co według wielu analityków to jedynie pretekst do realizacji bardziej złożonej strategii gospodarczej. “Uznałem, że import produktów ze stali z tych krajów zagraża bezpieczeństwu narodowemu (USA) i zdecydowałem, że konieczne jest zakończenie tego, począwszy od 12 marca 2025 r.” – napisano w rozporządzeniu podpisanym przez prezydenta.

Równolegle, administracja rozszerzyła front wojny handlowej na Chiny, nakładając 20-procentowe cła na chińskie towary. Ta decyzja znacząco ograniczyła eksport Państwa Środka do Stanów Zjednoczonych. Chińczycy nie pozostali dłużni – ich Ministerstwo Finansów wprowadziło od 10 marca dodatkowe cła w wysokości od 10% do 15% na import wybranych produktów z USA. To klasyczny przykład eskalacji napięć handlowych, która może prowadzić do spirali odwetów i kontr-odwetów, co z kolei może mieć długofalowe konsekwencje dla światowego handlu i gospodarki.

Motoryzacja pod ostrzałem – cła, które wstrząsnęły rynkiem

Pod koniec miesiąca Trump wprowadził najbardziej kontrowersyjną decyzję – ogłoszenie 25-procentowych ceł na import samochodów oraz części motoryzacyjnych, które mają wejść w życie od 2 kwietnia. Podniesienie ceł z dotychczasowych 2,5% do 25% to ruch bez precedensu, który obejmie zarówno gotowe pojazdy, jak i części zamienne, bez określonego terminu zakończenia. Ta decyzja wywołała trzęsienie ziemi na rynkach finansowych.

Reakcja rynków była natychmiastowa i zdecydowana. Akcje europejskich producentów motoryzacyjnych, takich jak Mercedes-Benz, Volkswagen i BMW, odnotowały spadek wartości od 1% do 4,5%. Na amerykańskim rynku ucierpiały zarówno spółki motoryzacyjne, jak i ich dostawcy. Glen Smith, dyrektor ds. inwestycji w GDS Wealth Management, trafnie podsumował sytuację: “Rynek nie lubi niepewności”. Ta niepewność przełożyła się na znaczną zmienność głównych indeksów. Jakkolwiek ostatni piątek marca przyniósł pewne odbicie (Dow Jones +0,52%, S&P 500 +0,55%, Nasdaq +0,70%), to w skali całego miesiąca wyniki były dalekie od satysfakcjonujących.

Głównym założeniem decyzji Trumpa jest zachęcenie producentów motoryzacyjnych do przeniesienia swoich fabryk do Stanów Zjednoczonych, co miałoby zwiększyć liczbę miejsc pracy. Jednak eksperci z dziedziny ekonomii międzynarodowej ostrzegają, że efekty mogą być całkowicie odwrotne do zamierzonych – wyższe ceny dla amerykańskich konsumentów oraz zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw mogą zaszkodzić zarówno producentom, jak i całej gospodarce amerykańskiej. Sektor motoryzacyjny stoi obecnie przed koniecznością fundamentalnego przemyślenia swoich strategii produkcyjnych i łańcuchów dostaw.

Wskaźniki ekonomiczne i polityka Fed – między inflacją a wzrostem

Marcowy pejzaż ekonomiczny USA zyskał dodatkowy wymiar złożoności. Z jednej strony mamy do czynienia z uporczywą inflacją, a z drugiej – z oznakami spowolnienia gospodarczego. To stawia Fed w niezwykle trudnej sytuacji.

Inflacja – uparta i nieustępliwa

Lutowy odczyt inflacji CPI w USA wyniósł 2,8%, co wprawdzie okazało się nieznacznie niższym wynikiem od oczekiwań większości ekonomistów (2,9%), ale był to już 48. miesiąc z rzędu, w którym inflacja przekraczała 2-procentowy cel Rezerwy Federalnej. Względem stycznia indeks cen dóbr konsumpcyjnych wzrósł o 0,2%, co stanowi pewne spowolnienie po wzroście aż o 0,5% miesiąc wcześniej.

Mimo spadku ogólnego wskaźnika, presja inflacyjna pozostaje wyraźna w sektorze usługowym. Usługi z pominięciem dostaw energii były o 4,1% droższe niż przed rokiem. Również koszty mieszkaniowe (ang. shelter) utrzymują wysoką dynamikę, ze wzrostem o 4,2% w ujęciu rocznym. To ważny sygnał, ponieważ koszty mieszkaniowe stanowią znaczną część koszyka inflacyjnego i charakteryzują się dużą “lepkością” – raz podwyższone, niechętnie spadają.

Pozytywnym sygnałem było obniżenie inflacji bazowej (z wyłączeniem cen żywności i energii) do 3,1%, co stanowi najniższy poziom od kwietnia 2021 roku. Miesięczna inflacja bazowa również spadła bardziej niż oczekiwano – do 0,2% z 0,4%. To dowód na to, że presja inflacyjna w pewnych segmentach gospodarki rzeczywiście zaczyna ustępować, co daje Fed pewną przestrzeń do manewru w polityce monetarnej.

Fed między młotem a kowadłem

Rezerwa Federalna podczas marcowego posiedzenia zdecydowała się utrzymać stopę funduszy federalnych na poziomie 4,25-4,5%, przedłużając przerwę w cyklu obniżek stóp, który rozpoczął się w styczniu 2025. Decydenci zauważyli jednak wzrost niepewności dotyczącej perspektyw gospodarczych, co sugeruje, że mogą być skłonni do bardziej gołębiego podejścia w przyszłości.

Fed zrewidował w dół prognozy wzrostu PKB na 2025 rok do 1,7% z wcześniej przewidywanych 2,1%, co odzwierciedla obawy o spowolnienie gospodarcze. Jednocześnie podwyższył oczekiwania dotyczące inflacji PCE na 2025 rok do 2,7% (z 2,5%) i 2026 rok do 2,2% (z 2,1%). Bank centralny nadal przewiduje około 50 punktów bazowych obniżek stóp procentowych w tym roku, co oznacza, że inwestorzy mogą oczekiwać dwóch obniżek o 25 punktów bazowych każda przed końcem roku.

Istotną zmianą w polityce Fed była zapowiedź spowolnienia tempa redukcji bilansu banku centralnego (quantitative tightening). Od kwietnia limit wykupu papierów skarbowych zostanie zmniejszony z 25 miliardów dolarów do 5 miliardów dolarów, co stanowi znaczne złagodzenie dotychczasowej polityki. Ta decyzja może być interpretowana jako przygotowanie gruntu pod bardziej zdecydowane działania mające na celu stymulację gospodarki, jeśli pojawią się sygnały recesji.

Rynek obligacji i walut – nietypowe reakcje

Decyzje Fed i polityka handlowa administracji Trumpa wpłynęły na rynek obligacji w sposób, który warto dokładniej przeanalizować. Krzywa dochodowości amerykańskich obligacji stała się bardziej “stroma”, wskazując na oczekiwania proinflacyjnych efektów polityki Trumpa. Wzrosła również luka pomiędzy rentownością obligacji o stałym oprocentowaniu a oprocentowaniem obligacji indeksowanych do inflacji, co sugeruje rosnące obawy o presję inflacyjną w dłuższym terminie.

Jednocześnie, wbrew typowym reakcjom rynkowym, dolar amerykański tracił na wartości mimo niepewności rynkowej. Tradycyjnie w okresach niepewności dolar umacnia się jako tzw. “bezpieczna przystań”, więc jego osłabienie jest sygnałem, że inwestorzy mogą postrzegać obecną politykę USA jako zagrożenie dla długoterminowej siły amerykańskiej gospodarki. Analitycy wiążą to zjawisko z obawami o długofalowe skutki konfliktów handlowych dla pozycji USA w globalnej gospodarce. To pokazuje, jak skomplikowany stał się obecny obraz rynkowy, gdzie tradycyjne korelacje między różnymi klasami aktywów przestają działać.

Napięcia geopolityczne – kolejny czynnik niepewności

Sytuacja na rynkach finansowych dodatkowo komplikuje się przez narastające napięcia geopolityczne. Wydarzenia na Bliskim Wschodzie i reakcje międzynarodowe na politykę USA dodają kolejną warstwę niepewności.

Operacja militarna w Jemenie

16 marca 2025 roku prezydent Donald Trump ogłosił rozpoczęcie “zdecydowanej i potężnej” operacji militarnej przeciwko wspieranym przez Iran jemeńskim rebeliantom Huti. Ta operacja stanowiła odpowiedź na ataki Huti na statki handlowe w regionie, które zagrażały bezpieczeństwu międzynarodowych szlaków handlowych.

“Lotnictwo USA prowadzi teraz uderzenia na bazy terrorystów i ich obronę powietrzną, by chronić amerykańskie statki i wolność żeglugi” – przekazał prezydent. Dodał również: “Do wszystkich terrorystów Huti: wasz czas się skończył, od dziś wasze ataki muszą się skończyć. Jeżeli tak się nie stanie, spotka was piekło, jakiego nigdy wcześniej nie widzieliście!” Ta retoryka, choć skierowana do określonej grupy, wpisuje się w szerszy kontekst bardziej asertywnej polityki zagranicznej USA, która może mieć istotne konsekwencje dla globalnej stabilności.

Lokalne władze poinformowały o co najmniej dziewięciu cywilach zabitych w nalotach na stolicę Jemenu, Sanę. Eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie przyczyniła się do zwiększenia niepewności na rynkach finansowych, szczególnie w sektorze energetycznym. Obawy o potencjalne zakłócenia w dostawach ropy naftowej z regionu mogą prowadzić do większej zmienności cen surowców energetycznych w nadchodzących miesiącach.

Reakcje międzynarodowe – rosnąca izolacja USA?

Polityka administracji Trumpa spotyka się z coraz większym międzynarodowym sprzeciwem. W Grenlandii odnotowano protesty przed amerykańskim konsulatem w Nuuk, stolicy terytorium. Około tysiąc osób zebrało się, by wyrazić swoje niezadowolenie z kierunku amerykańskiej polityki zagranicznej. To symboliczny, ale znaczący sygnał rosnącego międzynarodowego dystansu wobec działań USA.

Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) wydała ostrzeżenie, że podwyżki taryf celnych wprowadzone przez prezydenta Trumpa obniżą wzrost gospodarczy w Kanadzie, Meksyku i Stanach Zjednoczonych, a jednocześnie zwiększą inflację. Według OECD, “prawdopodobne spowolnienie gospodarcze będzie kosztować Stany Zjednoczone więcej niż dodatkowy dochód, jaki mają wygenerować cła”. To ekspertowa ocena, która stoi w sprzeczności z narracją administracji o korzyściach płynących z protekcjonizmu.

OECD przewiduje, że światowy wzrost gospodarczy spowolni z 3,2% w 2024 r. do 3,1% w 2025 r. i 3,0% w 2026 r., co stanowi obniżenie wcześniejszych prognoz. Szczególnie dotkliwie skutki wojny celnej odczują partnerzy USA – PKB Meksyku może skurczyć się w tym roku o 1,3% i o kolejne 0,6% w przyszłym roku, a tempo wzrostu gospodarczego Kanady może spaść do zaledwie 0,7%. Te liczby pokazują, że konsekwencje protekcjonistycznej polityki handlowej mogą daleko wykraczać poza granice USA, tworząc efekt domina w globalnej gospodarce.

Spółki technologiczne kontra sektor motoryzacyjny – dwie prędkości rynku

W tym burzliwym krajobrazie rynkowym zarysowuje się interesujący kontrast między sektorami. Podczas gdy sektor motoryzacyjny znalazł się pod ogromną presją, spółki technologiczne kontynuują swoją dominację.

Technologiczni giganci – siła mimo przeciwności

Nvidia zaprezentowała rekordowe wyniki finansowe za czwarty kwartał fiskalny, które przewyższyły prognozy analityków zarówno pod względem przychodów, jak i zysków. Skorygowany zysk na akcję wyniósł 89 centów (wobec prognoz 85 centów), a przychody sięgnęły 39,3 miliarda dolarów, bijąc oczekiwane 38,1 miliarda. To kolejny dowód na to, że boom w sektorze sztucznej inteligencji, który napędza popyt na zaawansowane układy obliczeniowe Nvidii, ma się dobrze mimo makroekonomicznych zawirowań.

Meta również przebiła własne prognozy, osiągając w czwartym kwartale 48,39 miliarda dolarów przychodów. Do wzrostu przyczyniły się kampanie reklamowe wspierane przez AI oraz popularność Instagram Reels. Mark Zuckerberg zaznaczył, że wciąż za wcześnie na pełną ocenę wpływu nowych konkurentów w dziedzinie AI na inwestycje jego firmy, co sugeruje ostrożność, ale jednocześnie determinację w utrzymaniu pozycji lidera w tym obszarze.

To pokazuje fascynującą dynamikę rynkową – podczas gdy tradycyjne sektory gospodarki mierzą się z bezpośrednimi konsekwencjami wojen handlowych, sektor technologiczny, szczególnie spółki związane z AI, wydaje się być względnie odporny na te zawirowania. Ta dychotomia może być kluczowym elementem strategii inwestycyjnych w nadchodzących kwartałach.

Sektor motoryzacyjny – w epicentrum burzy

Wprowadzenie ceł na samochody i części motoryzacyjne postawiło sektor pod bezprecedensową presją. Niemal połowa pojazdów sprzedawanych w USA pochodzi z importu, co oznacza, że nowe taryfy dotkną zarówno producentów, jak i konsumentów. Eksperci branżowi przewidują, że ceny samochodów dla konsumentów końcowych mogą wzrosnąć nawet o kilkanaście procent, co przy obecnych wysokich stopach procentowych może znacząco schłodzić popyt.

Europejscy producenci samochodów, dla których rynek amerykański stanowi istotny segment sprzedaży, stoją przed trudnym dylematem – czy przerzucić wyższe koszty na konsumentów i ryzykować spadek sprzedaży, czy zaabsorbować część kosztów kosztem marż. Dodatkowo, pojawia się pytanie o długoterminowe strategie produkcyjne – czy inwestować w fabryki na terenie USA, co wiązałoby się z ogromnymi nakładami kapitałowymi, ale pozwoliłoby uniknąć ceł, czy też szukać innych rozwiązań.

Tesla, jako amerykański producent, teoretycznie powinna skorzystać na ograniczeniu zagranicznej konkurencji. Firma zapowiedziała ponad dwukrotne zwiększenie inwestycji w technologie związane z autonomicznymi pojazdami, a pierwszym miastem, w którym planuje wprowadzić autonomiczne pojazdy, ma być Austin w Teksasie. Pomimo niespełnienia oczekiwań dotyczących przychodów, akcje Tesli wzrosły o 4% po publikacji wyników, co może sugerować, że inwestorzy dostrzegają potencjalne korzyści płynące z nowej polityki celnej dla amerykańskich producentów.

Prognozy i perspektywy – podzielone zdania ekspertów

W świetle tak wielu zmiennych, prognozy dotyczące przyszłości rynków finansowych są mocno zróżnicowane. Od optymistycznych przewidywań kontynuacji hossy, po ostrzeżenia przed poważnym kryzysem – eksperci przedstawiają szeroki wachlarz scenariuszy.

S&P 500 – kierunek dalszej drogi

Tabela prognostyczna dla S&P 500 wskazuje na możliwe spadki indeksu w najbliższych miesiącach. Według prognoz na kwiecień 2025 indeks może osiągnąć poziom między 5606,90 a 5875,40 punktów, natomiast w czerwcu może spaść nawet do przedziału 5010,20-5450,30 punktów. To sugeruje, że druga część drugiego kwartału może przynieść znaczną korektę. W drugiej połowie roku oczekiwana jest jednak poprawa, z wartościami indeksu w grudniu między 6129,00 a 6449,70 punktów.

Kilkanaście największych globalnych banków inwestycyjnych wciąż przewiduje kontynuację trwającej od dwóch lat hossy, licząc na “miękkie lądowanie” gospodarek wspomaganych spodziewanymi cięciami stóp procentowych przez banki centralne. Średnia ich prognoz dla wzrostu S&P 500 w 2025 roku to około 10%, co sugeruje umiarkowany optymizm mimo obecnych zawirowań.

Z drugiej strony, nie brakuje głosów ostrzegawczych. Olivier Blanchard, były główny ekonomista Międzynarodowego Funduszu Walutowego, przestrzega przed gospodarczymi zawirowaniami i możliwym krachem rynkowym. Podobne obawy wyrażają analitycy widzący w polityce handlowej Trumpa poważne zagrożenie dla globalnego wzrostu. Ta polaryzacja opinii ekspertów odzwierciedla bezprecedensowy poziom niepewności, z jakim mamy obecnie do czynienia.

Widmo stagflacji i spowolnienia gospodarczego

W reakcji na wojnę handlową Goldman Sachs zrewidował swoje założenia dotyczące taryf, prognozując większe podwyżki niż wcześniej zakładano. Według nowych prognoz, efektywna stopa taryfowa wzrośnie o 10 punktów procentowych w scenariuszu bazowym, a w scenariuszu ryzyka nawet o 15 pp. W konsekwencji bank obniżył prognozy wzrostu gospodarczego oraz podwyższył perspektywy dla inflacji i bezrobocia.

Coraz więcej analityków i ekonomistów zaczyna zastanawiać się, czy największej gospodarce świata nie zagraża stagflacja – toksyczne połączenie wysokiej inflacji i stagnacji gospodarczej. Słabe dane z gospodarki USA, w tym styczniowy spadek wydatków konsumenckich o 0,2% (przy prognozie wzrostu o 0,1%) oraz niższa od oczekiwań liczba nowych miejsc pracy w lutym (151 tys. wobec prognozowanych 160 tys.), wywołały falę rewizji perspektyw dla amerykańskiej gospodarki na 2025 rok.

Morgan Stanley przewiduje, że gospodarka USA będzie hamować stopniowo, ze wzrostem na poziomie 2,1% w pierwszej połowie roku, który następnie spowolni, obniżając tempo wzrostu do 1,6% w 2026 roku. Według ekspertów banku, taryfy mogą spowolnić aktywność gospodarczą z opóźnieniem wynoszącym dwa lub trzy kwartały, co przełoży się na słabsze wyniki pod koniec 2025 roku i w 2026 roku. Ta perspektywa sugeruje, że pełne konsekwencje obecnych decyzji politycznych możemy odczuć dopiero w dłuższym terminie.

Inflacja – czy zobaczymy jej ponowny wzrost?

Eksperci z Morgan Stanley ostrzegają również, że w drugiej połowie 2025 roku inflacja może ponownie wzrosnąć. Wyższe koszty dla sprzedawców (wynikające z ceł) będą przerzucane na konsumentów w postaci wyższych cen, co może spowodować spadek wydatków konsumpcyjnych, a w konsekwencji produkcji i zatrudnienia. To klasyczny przykład mechanizmu, w którym polityka protekcjonistyczna, mająca teoretycznie chronić miejsca pracy, może w rzeczywistości prowadzić do ich utraty poprzez szereg efektów pośrednich.

Prognozy OECD również wskazują, że gwałtowne podwyżki taryf będą miały wpływ na globalne inwestycje biznesowe i zwiększą inflację. W tej sytuacji banki centralne mogą być zmuszone do utrzymywania wyższych stóp procentowych dłużej, niż wcześniej przewidywano. To z kolei może dalej hamować wzrost gospodarczy, tworząc samonapędzającą się spiralę spowolnienia.

To stawia Fed w niezwykle trudnej sytuacji – z jednej strony presja na obniżki stóp w obliczu spowolnienia gospodarczego, z drugiej zaś ryzyko ponownego wzrostu inflacji wywołanego wojnami handlowymi. Ta sprzeczność może prowadzić do większej zmienności rynkowej, ponieważ inwestorzy będą musieli ciągle rewidować swoje oczekiwania dotyczące przyszłej polityki monetarnej.

Podsumowanie – co to wszystko oznacza dla inwestorów?

Marzec 2025 roku dał nam przedsmak tego, co może przynieść pozostała część roku – zwiększoną zmienność, nietypowe korelacje między klasami aktywów i konieczność bardziej elastycznego podejścia do inwestowania.

Administracja Trumpa zintensyfikowała politykę protekcjonistyczną poprzez wprowadzenie ceł na stal, aluminium, samochody oraz chińskie towary, co wzbudziło obawy o wzrost inflacji i spowolnienie gospodarcze. Rezerwa Federalna, utrzymując stopy procentowe na niezmienionym poziomie, zrewidowała w dół prognozy wzrostu PKB, co dodatkowo zwiększyło niepokój inwestorów.

Mimo tych wyzwań, spółki technologiczne nadal publikują rekordowe wyniki, co sugeruje, że nie wszystkie segmenty rynku będą równomiernie dotknięte obecnymi zawirowaniami. Ta dychotomia między sektorami może stwarzać zarówno zagrożenia, jak i możliwości dla inwestorów potrafiących dokonać właściwej selekcji.

W nadchodzących miesiącach kluczowe znaczenie będą miały dane o inflacji oraz decyzje Rezerwy Federalnej dotyczące stóp procentowych. Szczególnej uwagi wymagać będą skutki wprowadzonych ceł dla poszczególnych sektorów gospodarki oraz dla nastrojów konsumenckich. Inwestorzy powinni przygotować się na zwiększoną zmienność rynków i potencjalne zmiany w dotychczasowych korelacjach między klasami aktywów.

W tak niepewnym środowisku rynkowym, zdywersyfikowane portfele oraz długoterminowa perspektywa inwestycyjna mogą okazać się najlepszą strategią dla inwestorów indywidualnych. Jak trafnie ujął to jeden z analityków: “Niedźwiedzie brzmią mądrze, ale to byki zarabiają pieniądze”. Historia pokazuje, że mimo krótkoterminowych zawirowań, długoterminowi inwestorzy z odpowiednio zdywersyfikowanymi portfelami zazwyczaj wychodzą zwycięsko z okresów podwyższonej zmienności.

Monitorowanie wskaźników wyprzedzających, takich jak indeks VIX (tzw. “indeks strachu”), rentowność obligacji skarbowych czy dynamika zysków korporacyjnych, może dostarczyć cennych wskazówek co do przyszłego kierunku rynku. Obecnie wysoka zmienność tych wskaźników sugeruje, że rynki wciąż znajdują się w fazie poszukiwania nowej równowagi w obliczu zmieniających się fundamentów makroekonomicznych.

Niezależnie od tego, jak potoczą się wydarzenia w najbliższych miesiącach, jedno jest pewne – żyjemy w fascynujących czasach dla inwestorów, gdzie umiejętność adaptacji i chłodna analiza faktów będą kluczowymi atutami w nawigowaniu przez burzliwe wody rynków finansowych.


Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *